Indie

Niecałe dwie godziny i byliśmy po wszystkich granicznych formalnościach. Tym razem nie było emocji – posiadaliśmy wszystkie dokumenty. Celnicy zabrali pierwszą kartkę z karnetu, krótkie, lakoniczne przeszukanie, o dokumenty psa nawet nikt nie zapytał. Nudy! Najwspanialsza z tego wszystkiego była krótka chwila, kiedy zbliżasz się od strony Pakistanu, otwiera się brama i wjeżdżasz do ogromnego…

Podsumowanie Pakistan

Nic w Pakistanie nie robiło na nas takiego wrażenia jak obserwowanie życia na ulicy. Kolory, zapachy, ludzie, kurz, spaliny, stragany, towary i bieda – wszystko to razem było tak hipnotyzujące i energetyczne zarazem, że ciągle chciało się wracać i chłonąć ten żywioł. Kiedy powracają zmysły zdaje sobie sprawę, że tu nie czuć depresji, przygnębienia wręcz…

Podsumowanie

Iran to była wspaniała przygoda. Maleńka próba zrozumienia ludzi żyjących w zamkniętym kraju, ich przywiązania do religii, wpojonej nienawiści do hasła „Ameryka”, wynikających z zamknięcia różnic i ograniczeń – przejawiających się na prawie każdej z płaszczyzn. Uderzało nas zaślepienie wpojonym obtłumaczeniem zasad religijnych, nieprzyjmowaniem żadnych niewpasowujących się w te kanony argumentów i wszechobecny brak logicznego…

Wyspa jako nagroda

Opuszczając Shiraz naszym celem było Zahedan – miasto przy granicy z Pakistanem. Ale podczas pożegnania goszczący nasz „urzędnik” szepnął mi na ucho „koniecznie odwiedź wyspę Kish”. Nauczeni doświadczeniami, że takie wskazówki bywają bezcenne – 600 km więcej i kilka dni dłużej – nie robi różnicy – a więc kierunek – wyspa Kish. Po dotarciu do…

Wiza do Pakistanu

W 20 godzin po dowedzinach Polskiego Konsulatu dostaliśmy odpowiedź od naszego konsula, która brzmiała mniej więcej tak: „proszę udać się do ambasady Pakistanu, najprawdopodobniej otrzymacie Państwo wizę tranzytową, 15-dniową, ale proszę pamiętać o czekającychy Was procedurach”. Cóż to była za radość!! Fafik patrzył na nas z niedowierzaniem i też „suszył” zęby! Raniutko ruszyliśmy do „Pakistańczyków”,…

Trochę bez sensu

W Batumi wszystkie drogi (w deptakowo-nadmorskiej części) – ładnych kilka kilometrów – ułożone zostały z małej kamiennej kostki (nastąpiło to już zapewne za „nowej” Gruzji). Na pierwszy rzut oka robi wrażenie (tym bardziej że z racji mojej profesji zdaje sobie sprawę ile to kosztuje). Jednak po dwóch dniach jeżdżenia po tym uroczym „dywanie” bolały ręce…

Ogólnie kończąc – Turcja.

Tradycyjnie przed opuszczeniem kolejnego kraju, stoimy (tym razem prawie 6 dni, znalazłem uliczkę z niedokończonymi willami, położoną wysoko nad miastem, dawała poczucie spokoju i niesamowity widok). Odpoczywając, spisując końcowe posty, naprawiając usterki w komputerze i hura hura! Udało się naprawić uszkodzony obiektyw (tfu tfu) – (wpadłem na pomysł żeby w Trabzon chodzić od fotografa do…