Dobrze się jedzie jak jest prosty, czytelny cel. Ja miałem jeden – Mumbai, dzielnica Colaba, kawiarnio-bar Leopold. Kultowe miejsce. To było miejsce, gdzie miał przesiadywać mój bohater. Według książki brało ono udział w kluczowych momentach jego życia – musiałem to sprawdzić. W ten dzień mieliśmy do przejechania około 400 km. Chociaż droga była w wyjątkowo dobrym stanie, a ja robiłem co mogłem, do Colaby dotarliśmy około 23.00
Pomimo zmęczenia zadziwiająco szybko znaleźliśmy dobre miejsce. Ogarnęliśmy się i ruszyliśmy do Leopolda. Pierwsze kroki po tym mieście, ciepło, wilgoć od morza i ta niesamowita atmosfera – wyczuwalna siła. To miasto wprost uwodziło. Wszystko się zgadzało. I choć z historii Leopolda próbuje się zrobić turystyczny magnes, to kiedy minie już frustracja związana z cenami i gdy pogodzisz się, że nie napijesz się swobodnie whisky, jedząc i pijąc piwo stwierdziliśmy, że Leopold jest Leopoldem.
Kamperując wprost na jednej z głównych ulic Colaby przez 5 dni żyliśmy energią tego miasta. W dzień na rowerach, wieczorami na klimatycznych schodach naprzeciw pięknego hotelu i morza. Bradzo szybko się tu zadomowiliśmy – rzekłbym za szybko. Już na drugi dzień mieliśmy wytypowany ulubiony sklep, bar obiadowy no i oczywiście Pana od herbaty. A postój w takim miejscu przyciągał dużo „ciekawych” ludzi. Odwiedziliśmy ogromny muzułmański bazar i slumsy. Żeby nie byo tak kolorowo, spać w takim mieście i to na ulicy nie jest do końca przyjemne. To miasto prawie nie śpi, w każdym zaułku czuć mocz – kilkanaście milionów ludzi musi gdzieś sikać. I choć latryn ulicznych jest trochę, to nadal jest to kropla w morzu potrzeb. Jedno z dobrych miejsc do znajdywania ulgi było tuż obok kampera. Wiele razy w nocy słyszeliśmy przerażonego sikacza, który nie spodziewał się, że ktoś może mieszkać w samochodzie i z opłoszonym sikiem uciekał w głąb ulicy.

W Delhi pod dworcem kolejowym widziałem jak całe obsady pociągu (mężczyźni) wychodzą z dworca i sikają wprost na płot. Zdarzały się ulice, na których unosił się jeden wielki fetor moczu na całej długości. To w miastach jest ogromny problem. Do tego śmieci, śmieci i śmieci i wszechobecny kurz pomieszany ze spalinami. Codziennie trzeba myć szybę samochodu, a solar co dwa dni. Na tym tle całkowicie inaczej kształtuje się kwestia jedzenia. Wszędzie gdzie jadaliśmy wszystko było czyste i smaczne. Pieczołowicie przygotowane. Właśnie te skrajności powodują, że człowiek zatraca się w tym miejscu na ziemi. Kiedy noc w Bombaju zdrowo nas upodliła to dzień malował się kolorami szczęścia. I tak w kółko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: