Ogromne miasto pełniące funkcję urzędowej stolicy. Dla mnie osobiście prawdziwą stolicą jest ta gospodarcza – Mumbai.
W Delhi spędziliśmy dwa tygodnie. W towarzystwie Pauli Hernana i dzieci którzy dołączyli do nas w drugim tygodniu (znalazlem dobre miejsce na dluższy postoj 2 kamperów) odkrywaliśmy miasto. Najbardziej inspirujące było włóczenie się rowerami po ulicach i uliczkach, targach i bazarach. Zaglądanie w zakamarki. Nieprawdopodobny widok tych zatłoczonych miejsc: pajęczyny kabli i kabelków, czasem bujające się na nich małpy, kurz, spaliny, hałas, zapachy ulicznych kuchni, fetor rynsztoków, zwierzęta – to było jak fascynująca, uzależniająca książka. Po zmroku dochodziła mgła. Mieszanka kurzu, spalin i świateł. Przeważnie długich. Wszystko nabierało jeszcze innego wymiaru. Widziane w dzień ulice, teraz wyglądały zupełnie inaczej. I wszędzie zawsze ludzie – mnóstwo ludzi i mnóstwo rozmaitych pojazdów. W pewnym momencie ta masa ludzi zaczynała się szykować do spania. Spora ich część żyje na ulicach. Przeważnie to przyjezdni ściągający do dużych miast zarobkowo. Śpią dosłownie wszędzie. W samochodach, wprost na chodnikach, w zakamarkach, wozach, jakiś prowizorycznych leżankach. Wszędzie widać schnące pranie lub myjących się ludzi. To są obrazy, które nie sposób zapomnieć. Ale nie ma w nich smutku czy traumy – część społeczeństwa tak po prostu żyje.

W odległości 30 minut jazdy rowerem od opisywanych widoków, wjeżdża się w część dyplomatyczną – wielkości średniego miasta. Tutaj nie ma bezdomnych i biednych. Są piekne, zielone trawniki, kwiaty i ochrona przy każdej bramie, a na każdym zakręcie policja. Ulice zamiatane codziennie, a o tym że jest się w Indiach przypominają głównie twarze obsługi (indyjskie).
Pierwsze co kojarzy mi się zawsze z tym krajem to nieustające kontrasty na każdej płaszczyźnie.
Ogolnie cały czas odczuwaliśmy pernamentne zmęczenie – ostatni raz prawdziwy przystanek mieliśmy w Macedonii. A od tego czasu minęły już naprawdę długie miesiące i choć nie wiedzieliśmy jak to w realu będzie wyglądało, oboje – no i oczywiście Fafa czuliśmy, że na Goa czekają nas prawdziwe wakacje – „wakacje ŻYCIA”. Ale z Delhi do Goa było jeszcze daleeeeekkkkooo….

A po drodze kolejne miasto – Mumbai. Czułem, że muszę zobaczyć to miasto, tym bardziej, że po dwukrotnej lekturze Shantaram chciałęm sprawdzić, czy to co opisuje autor i bohater jest prawdą. Przełom postrzegania Indii nastąpił jeszcze przed Bombajem. Późnym wieczorem zatrzymaliśmy się w małej miejscowości, może wiosce, szukając noclegu. Stanęliśmy na pustej działce budowlanej na małym, kameralnym osiedlu domów. Godzinę później gościliśmy już w domu naprzeciwko, a witający nas sąsiedzi schodzili się przez całą naszą wizytę. Nazajutrz nakarmiono nas, wykąpaliśmy się i odwiedziliśmy sąsiadów. Żegnały nas dwie ulice. W tym właśnie miejscu po raz pierwszy naprawdę poczułem Indie. To co zobaczyłem i odczuwałem w ich domach było kolejnym dowodem, że instynkt mnie nie zawiódł, że to, po co tu jechałem jest tu naprawdę a ja zaczynam to zauważać. Stopniowo obojętność zaczęła przeradzać się w fascynację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: