Koniec końców doktor Dolittle zdecydował, że trzeba mi lekarza i zabrał mnie na wizytę do ich lekarza rodzinnego. Możliwość zobaczenia tego na własne oczy warta była katuszy, które przechodziłem (nie wspominałem jeszcze o biegunce). W warunkach Pakistańskich, na dzielnicy willowej w jednym z takich domów, na partezre mieścił się „gabinet”. Najpierw szło się wąskim korytarzem, potem cięzko było wejść bo drzwi otwierały się w drugą stronę. Trzeba było przeciskać się pojedynczo. Po wejściu, w pomieszczeniu mniej więcej 4×4, praktycznie przy drzwiach, na biurowym fotelu siedział mocno zatopiony, jakby zrośnięty z meblem mężyczyzna w masce (później się dowiedziałem, że miał 90 lat). Już w środku, we trójkę – ja, Mariola i Salman wypełnialiśmy prawie całą wolną przestrzeń. Reszte zajmowało „wszystko”: stare reklamy, neony, meble, śmieci, ksiązki – ogólnie szpargały „przydasie”. Była też kozetka, ale również zawalona. Na ścianach wisiało mnóstwo dyplomów z uznaniem zasług za dawne lata. Doktor wysłuchał sprawozdań z objawów, dotknął mnie w kilka miejsc, wypisał receptę i nakazł trzy dni przestrzegać diety: suchary, elektorlity i biały ryż. Wychodząc natknęliśmy się już na długą kolejkę. Mogę powiedzieć tyle: to co przepisał i powiedział ja wykonałem w 100%. Po dobie czułem się lepiej, po trzech – byłem jak nowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: