Potrzebne były nam podstawowe zakupy i pakistańska karta sim. Z uwagi na to, że punkt był już zamknięty Mariola otrzymała od oficera telefon z prywatną kartą – do zwrotu na granicy 🙂
Po chwili pojawił się młody, uśmiechnięty, sympatyczny chłopak- Sami. Przedstawił się jako osobisty kierowca Ubiego i zaprosił na zakupy. Przed biurem na podjeździe czekała na nas luksusowa Toyota. Otworzono nam drzwi i umiejscowiono wygodnie z tyłu. Za kierownicą Sami z obowiązkowym kałasznikowem przy kolanie, a obok szef ochrony. Podjeżdżali pod sklepy nie pozwalając nam wysiąść – przynosili wszystko w 5-krotnej ilości tego, o co prosiliśmy. O zapłacie za cokolwiek nie było mowy. Wszystkie nasze uwagi kwitowano stanowczym: „jesteście naszymi gośćmi”. Wróciliśmy do biura i wypiliśmy setną herbatę. Ubi zapytał czy mamy ochotę na wspólną kolację, tym razem jednak w jego apartamencie (na płaszczyźnie prywatnej). Po dwudziestu minutach przebrani, prowadzeni byliśmy przez ochronę i kierowcę do znanej nam już toyoty. Na podjeździed stali wyprostowani urzędnicy i żołnierze – salutując żegnali swojego szefa. Siedząc w skórzanym fotelu i mknąc przez miasto przypomniał mi się Polak, spotkany w schronisku na górze Jama Tupkal (Maroko). Siedział i opowiadał powracając zawsze do jednej myśli: „najpiękniejsze w moich samotnych podróżach jest to, że raz śpię na klatkach schodowych a innym razem w pałacach”.
To nie była tylko kolacja, która zwyczajowo podają tu dopiero na koniec spotkania. I w tym przypadku nad ranem. To było prawdziwe party w stylu naszego sopockiego Spatifu z lat wcześniejszych 🙂

Nie byliśmy również jedynymi gośćmi. Nielicząc oczywiście domowego kucharza i czuwającego za drzwiami Samiego, ale wszyscy cenili sobie dobrą muzykę, kulturę osobistą i …..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: