Mamy namiar. Jest mała miejscowość obok ogromnej tamy, mają tam znajdować się znane od wieków baseny z gorącą solanką. A więc jedziemy. Miejscowość naprawdę mała, na wpół opustoszała, wokół wyoskie góry. Dopytujemy. Miejscowi doprowadzają nas swoją ładą i pokazują: tam w dole. Wita nas potężny mężczyzna – zorientowawszy się, że jesteśmy Polakami mówi do nas po polsku i to całkiem dobrze. Okazuje się, że mieszkał 10 lat w Warszawie. Sprawa jest prosta: za 4000 dram czyli ok. 32 zł (przelicznik 0,008) wynajmuje się na godzinę „basen”. Można też zamówić swojskie jedzenie, przyrządzane w prowizorycznych warunkach na grillu. Patent prosty. W szopie przykrytej na wpół dachem (żeby nie udusić się od oparów) jest „basen” w ziemi, do którego rurą doprowadzana jest ciepła solankowa woda – wydobywana od wieków z gór. Z drugiej strony basenu odpływ – wchodzisz, zamykasz metalowe drzwi od środka, rozbierasz się do naga i moczysz.
Warunki widoczne na fotografii i zapewne nie dla każdego. Ale dla nas było bosko! Siedzieliśmy w cieplutkiej wodzie, nad nami widoczny księżyc, było naprawdę roomantycznie i na pewno autentycznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: