Na granicy bułgarsko-tureckiej stawiliśmy się około 1.00. Kończyła nam się obowiązkowa winietka bułgarska wykupiona na 7 dni. Tyle, aż tyle lub tylko tyle zajął nam pobyt w tym kraju (nie widzieliśmy sensu przedłużania, określone mieliśmy jasno 3 cele: ambasada, a zatem Sofia i Buzłudża). W Turcji obudziło nas słońce dając znać, że upały się nie skończyły i temperatura wraca na ok. 36 stopni (macedonia i Bułgaria były znacznie chłodniejsze). Słusznie przewidując, że we wrześniu, w tak odległym kraju nie spotkamy już wielu Polaków, zdobywając tym samym zasoby wiedzy co do ciekawych miejsc jeszcze w Bułgarii zaopatrujemy się w przewodnik Lonely Planet. Po kulkugodzinnym studiowaniu nad tym zasobnych dziełem Mariola wyznacza 20-kilku dniową trasę, i w pierwszej kolejności ruszamy do Istanbułu. Po przebudzeniu, w przygranicznej miejscowości ruszamy do centrum zakupić na poczcie (PTT) winietę drogową. Z pomocą Marioli przychodzi bardzo miły Turek (właściciel sklepu i serwisu narzędzi ogrodowych Stihl, Husqvarna, Viking), który porozumiewając się przez translator w telefonie zamyka swój biznes na ok. 2 godziny i rusza w miasto pomagając Marioli poznać tutejsze zasady, ale przede wszystkim służyć jako tłumacz. Korzystając z jego uprzejmej cierpliwości Mariola wraca z winietą i kartą do internetu.
Już po pierwszej miejscowości widać odmienność Turcji od krajów poprzedzających: inna zabudowa, mnóstwo kobiet w hustach, hidżabach, burkach czy czadorach, dużo meczetów ale przede wszystkim bardzo dużo ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: