Pobudka o 4.30, to i tamto, spacer z psem, o 5.00 meldujemy się pod biurem (air kapadokya balloon). Małe miasteczko Goreme, w którym znajduje się kilka takich form baloniarskich i które jednocześnie jest idealnym iejscem wypadowym do exploracji Kapadocji pogrążone jest jeszcze we śnie. Tylko po ulicach mkną różnego rodzaju terenówki z lawetami, na których znajdują się kosze wraz z ekwipunkiem potrzebnym do lotów. Regionalne busy zwożą zewsząd chętnych. Po kawie i francuskim śniadaniu zwiezieni zostajemy na miejsce startu.


Widok kosmiczny. Jest jeszcze ciemno, mnóstwo w różnym stadium napełnienia. Mogło ich być ok. 100. Ekipy uwijające się w pośpiechu przy swoich zadaniach. Buchające płomienie z dysz gazowych, co chwilę któryś balon podnosi się z ziemi gotowy do startu. Piloci szykują się do lotu (każdy balon ma swojego pilota, który leci z załoga tusystów – mniej więcej od 10 do 28 osób w koszu). Po chwili znaleźliśmy się w koszu ( u nas 14 osób + pilot) i po krótkim wstępie o zasadach bezpieczeństwa ocknąłem się na 700 metrach nad ziemią. Lot trwał godzinę, na różnych poziomach wyskości uzupełniając tym samym niesamowity krajobraz Kapadocji widziany z lotu ptaka. Wszędzie były balony, rozpoczynał się wschód słońca, a w dole ludzie podziwiający to niesamowite zjawisko. To były naprawdę bajeczne chwile.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: