Od początku wyprawy Mariola utyskiwa na brak specjalistycznego obiektywu do swojego wiekowego soniacza (lustrzanki). Dwudniowe, wcześniejsze poszukiwania w Skopje, potem w Sofii nie przynoszą rezultatów (ewentualny czas oczekiwania – dwa tygodnie). Rozwiązaniem problemu okazuje się połącznie urlopu Marioli siostry z mężem wraz z transportem obiektywu z Polski. Dopasowujemy naszą trasę i odiwedzamy ich w nadmorskim kurorcie. Radości nie ma końca, nowy obiektyw naprawdę robi wrażenie. Wspólnie plażujemy dwa dni, a trzeciego raniutko ruszamy do Pamukkale (trawertynowe tarasy). Wchodzimy po zboczu w pełnym słońcu. Było bardzo dużo turystów. Nagle usłyszałem cichy okrzyk i trzask. Mariola się poślizgnęła i upadła plecami na trawertyn, miażdżąc obiektyw. Ogólnie aparat i telefon wylądowały w wodzie. Trochę krwi, zbite plecy i łokieć.. ale najgorsze te smutne oczy. Wysuszyliśmy sprzęt, telefon nie ucierpiał (inżynier Jakub zaopatrzył nas w kosmiczny pokrowiec). Aparat robi zdjęcia na starym obiektywie, ale fiksuje lampa błyskowa (obiektyw ma uszkodzony zoom, potrzebny serwis, którego obecnie nadal systematcyznie poszukujemy). Po około dwóch godzinach dochodzenia do siebie kontynuowaliśmy zwiedzanie.

Było całkiem miło. Z dwójką śmiesznych chyba Japonek robiliśmy sobie nawzajem zdjęcia. Popołudnie i stanowaczo mniejsza ilość turystów ukazały to miejsce w bardzo pięknej odsłonie. Niestety z informacji, które uzyskaliśmy, to cudo natury w znacznym stopniu jest zrekonstruowane (najpierw pozwolone je zniszczyc zadeptując je, a następnie „przyszli po rozum do głowy” i je odbudowywali). Sam przykry incydent miał też swoje dobre strony. Obolałe ciało bliższe było duszy. Wspólnie wyciągnęliśmy kilka ciekawych wniosków, podsumowując obserwacje. Pokornie przyjęliśmy zaistniałą sytuację.
Zaraz po powrocie z Pamukkale i odstawieniu Madzi i Roberta do hotelu (250 km) jeszce tej samej nocy ruszamy do Kapadocji (prawie 800 km).
Wspólna podróż z rodziną Marioli okraszona była śniadaniami, grillami, zakupami i porządkami. Słowem pokazaliśmy im, jak wygląda nasze życie w drodze i w jaki sposób się organizujemy.

Do Kapadocji trafiamy po kilku dniach spokojnej podróży, odwiedzając jeszcze Marmaris – kolejny nadmorski kurort umiejscowiony w parku narodowym. Obserwujemy i wczuwamy się w urlopowy charakter tego miejsca. Oboje zgodnie stwierdzamy, ze to nie Turcja w pełnym tego słowa znaczeniu. W sumie nie lepiej, nie gorzej – po prostu świat stworzony dla turystów. Nawet ogromny potencjał pięknego krajobrazu, położenie morza pośród gór – traci swoją wyrazistość. I tak jest w większości miejsc gdzie stoją „bajkowe hotele”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: