Pożegnaliśmy camping i nowe znajomości. Kończą się wakacje, rodacy wracają do kraju. Ja zdaję sobie sprawę, że nasza podróż po przekroczeniu granicy Turcji wejdzie w etap II. Pisząc te posty stoimy 1.5 dnia na plaży morza czarnego (z okna widzę meduzy), 100 km od granicy bułgarsko-tureckiej nadrabiając wszelkie zaległości. To ostatni kraj Unii. 28-go września w Trabzon (Turcja) musimy odebrać kody do wiz irańskich. Ale wracając do faktów. Zajeżdżamy do św. Nauma. To połączenie plaży, Częstochowy i małej promenady. W sumie bardzo klimatyczne miejsce, warte zobaczenia. Obchodzę monastyr. Zaglądam przez drzwi, ale nie wchodzę. Nagle z budki z biletami i pamiątkami wychyla się brodaty jegomość – kiwa, że mamy wejść. „Zamurowało mnie”. Tak, to dobre określenie. To, co zobaczyłem było genialne w swojej prostocie. Ja stamtąd wyszedłem inny niż wszedłem. W środku było to coś. (późniejszy komentarz Marioli „ u nas budują złote Lichenie, promują Częstochowę, a tu prosty monastyr, wielkości zwykłego małego domku. Wchodzisz i ….”.

Wychodząc podchodzę do brodatego. Okazuje mu mój szok. Mariola szepcze: ureguluj za bilety. Ale on nic nie chce. Dziękując ściskam jego dłoń. Otwierając własną, znajduję medalik. I słyszę „for you”.
Jedną z atrakcji tego miejsca jest ok. półgodzinny rejs łódką do podziemnych źródeł (różnica poziomów pomiędzy jeziorami powoduje przesączanie wody przez skały). Jedni z ostatnich dołączamy się do grupki wesołych panów.Dwóch Macedończyków i dwóch Turków. Obdarowuja nas piwem i orzeszkami. Są śpiewy i zdjęcia. Jest wesoło. Płynąc myślę sobie, kiedy ja spłacę dług za „to wszystko”. Wysiadamy z łódki. Starsi panowie chcą płacić. A wioślarz oświadcza: „lady paid”. Zerkam na Mariolę, mruga porozumiewawczo. A ja myślę – długi spłacone.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: