Miasto leżące 17 km od naszego campingu. Dotarłem rowerkiem. Standardowe miasto nabrzeżne, tyle że nad słodką wodą. Targ, promenada, parki, monastyry, na szczycie malownicza twierdza. Ale stara część miasteczka położona na wzgórzu, opadająca do wody uliczkami pełnymi knajpek, apartamentów, cafeterii robi wrażenie idealnego miejsca na parodniowe wczasy. Po kilku dniach, wracam tu jeszcze raz. Tym razem z Mariolą. Wspólnie odkrywamy jeszcze kilka klimatycznych zakątków. Ona również podziela móją opinię.


Można zobaczyć dwa jeziora.
Na campingu zagdauję przebywających tam Polaków. Próbuję zebrać nietuzinkowe informacje w temacie „skoro tu jestem, kraj nie jest duży, chcę go zobaczyć”. Przy którymś podejściu bingo!
Zapoznajemy parę, Adę i Jakuba. On generalnie cały czas mówi, a właściwie opowiada – ale wie co mówi! Sprawdziłem. Między innymi usłyszałem, że jest szczyt w górach, z którego jednocześnie można zobaczyć dwa jeziora. Próbował tam dojść rok wczesniej, niestety bez powodzenia. Wyruszyliśmy wspólnie rano. Ok 20.00 stanęliśmy na prawidłowym szczycie (dwa poprzednie nie dawały pełnego obrazu). Dech zaparło!!! Nagle na żywo, z wysokości ok. 1700 m. widzisz dwa ogromne jeziora, przedzielone pasmem gór. Dodatkowo widok potęgowała gra kolorów i rzucająca się w oczy różnica poziomów luster wody. Daliśmy sobie 5 minut na tą widokową ucztę. Założyliśmy, że słońcfe zajdzie ok. 21.00 – czas na zejście ok. 1 h. Potem ciemno, a my nie mamy żadnej latarki, ubrania na słoneczny dzień, a ja bez butów trekkingowych. Na powrót do miejsca skąd wyruszyliśmy, czasowo i wysiłkowo nie było szans. Jedynym rozwiązaniem pozostawało ruszyć „na azymut” – kreska na dół, w stronę jednego z jezior, bo tam na pewno biegnie droga asfaltowa. Do campingu dotarliśmy ok. 1.00 w nocy. Z drogi asfaltowej, którą w końcu znaleźliśmy (bardzo pomógł nam wyświetlacz w Jakuba telefonie, księżyc w tą noc był w ubogim stadium) na stopa nikt nas nie zabrał. W końcu przez recepcję jakiegoś przydrożnego ośrodka ściągneliśmy taksówkę, aby nas podrzuciła do auta Jakuba, którym dojechaliśmy z campingu do miejsca rozpoczęcia wędrówki (ok. 20 km). Na camping wchodziłem jak kaczka. Byłem nieźle obolały. Lubię łazić po górach, lecz ten dzień był wyjątkowy. Dostałem mocno w kość. Brakowało mi tego. A najlepsze było zejście. Wyścig z czasem. Momentami zbiegaliśmy odbijając się od drzew.


Przez cały dzień wędrówki nie spotkaliśmy żadnego turysty. Jedynie miejscowych pasterzy. Ok południa, mniej więcej 10 min po stwierdzeniu przez Jakuba, że chętnie napiłby się piwa – natknęliśmy się na zabudowania. Początkowo wydawało się, że to schronisko, ale okazało się, że zabudowania są opustoszałe, a wtym momencie korzysta z nich zorganizowana grupa młodych Macedończyków, która 5 jeepami obwozi holenderskich turystów po górach, i w tym właśnie miejscu zorganizowała im catering. Chłopacy po krótkiej rozmowie, ku zaskoczeniu Holendrów, obdarowali nas 1.5 litrowym piwem, stanowczo odmawiając przyjęcia zapłaty. Widząc kolejne wzniesienia do pokonania, a chcąc zaoszczędzić czas rezygnowaliśmy ze szlaków, podchodząc bezpośrednio do góry. W ten sposób odkryliśmy nieczynne wyciągi narciarskie. Wdrapując się pod nimi, miejscami wydawało się, że zatrzymały się na chwilę i już za moment ruszą. Ale one nie działają już ponad 20 lat.

Mój nowy kolega lubi wiedzieć dużo o miejscach, do których się udaje – czyta i zbiera wiadomości. Korzystając z jego wiedzy układam plan na resztę Macedoni, ale później opowiadają (to głównie konik Ady) że w środkowej Bułgarii, w górach socjaliści wybudowali kultowy obiekt. W głowie zapala mi się zielona lampka. Wracają wspomnienia, że jako jeden z pierwszych w 2011 roku eksplorowałem porzucony hotel w Gdyni Redłowie. Czas się tam zatrzymał. W recepcji wisiały jeszcze klucze, na ladzie stał tarczowy telefon, a w szafach znalazłem niezniszczone, jeszcze czarno-białe egzemplarze Przekroju (mam je w domu). Zapada decyzja – jedziemy do Buzłudży. Prosimy więc o przesłanie oryginałów brakujących nam dokumentów (zielona karta i nowe oc) do ambasady w Sofii. Rezygnujemy z Grecji. Do Turcji pojedziemy przez Bułgarię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: