Poniedziałek okazał się po prostu poniedziałkiem. Czas uciekał nam przez palce, i ostatecznie nie udało nam się w rozsądnych godzinach dotrzeć do celu – około 270 km dobrą drogą – bywa 🙂

Noc spędziliśmy w miejscu, gdzie nawigacja pokazywała środek jeziora, a w oddali widać było tamę. W sumie fajne miejsce. Przez lornetkę, wysoko w górach widziałem już nasze „ufo”. Ostatecznie do samego obiektu dotarliśmy następnego dnia po 18.00 Jest zimno, wieje i pada. Po dwukrotnym dopasowywaniu stroju zaczynamy oglądać. Podczas wstępnego obchodzenia znalazłem dziurę prowadzącą do piwnic i umożliwiającą zwiedzenie obiektu od środka. Za pomocą ledów obejrzeliśmy z Mariolą każdy metr tego dzieła sztuki. Nie udało się wejść do wieży, bo aktualnie przejście jest skutecznie zabezpieczone. Ale to co udało się zobaczyć i poczuć – robi naprawdę wrażenie (sala konferecyjna z zachowanymi mozaikami na ścianach, na których uwieczniono wybitnych dygnitarzy oraz wydarzenia historyczne a na suficie kultowy sierp i młot). Widok z okien – no cóż … . Ogólnie budynek jest w złym stanie. Myślę, że bardzo ciekawy ale lekki dach pokryty blachą ucierpiał jako pierwszy, przez co szybko trudny, górski klimat dobrał się do konstrukcji żelbetowych. Z informacji, które posiadamy wynika, że w 1886 r w tych okolicach odbyło się tajne spotkanie socjalistów, na cześć którego w 1981 r uwcześni dygnitarze zbudowali to architektoniczne dzieło. A opuszczone zostało już w 1989 r. Słyszałem taki komentarz „na to coś musiał się składać cały blok socjalistyczny” i to zapewne racja, ale tak się składa, że ja byłem w Brukseli w siedzibie parlamentu europejskiego. Stojąc na zgliszczach tamtej epoki, podziwiając architekta, myślę że fantazji i wbrew pozorom skromności „ci nowi panowie” mogą tamtym tylko pozazdrościć.
Podziękowania dla Ady i Jakuba i pozdrowienia dla Doroty i Mariusza z Kluczborka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: